Rozdział szósty Nowe zajęcie i nowe życie, ale czy to wszystko jest doskonałe? Natalka i cała Kwatera Główna zaczęły cieszyć się z tego, że dziewczynka zostanie tutaj. Dziewczynka zamieszkała w rezydencji numer 9 i zakochała się w niej od pierwszego wejrzenia. Nie raz i nie dwa Natalia doświadczyła, że Numeromadzy rozumieją się bez słów. Co więcej nie było tu żadnych konfliktów czy też kłótni. Nat spostrzegł również, że rodzice nigdy nie byli jej bliscy. Przecież przebywała w kwaterze już około miesiąca, a wcale za nimi nie tęskniła. Profesor Apolina Wahadełko nie przynosiła im żadnych wytłumaczeń każdej cyfry na zajęcia tylko nadal ćwiczyli te głupie obliczanie. Natalka i Klaudyna dowiedziały się tez już jak obliczyć. Liczbę wewnętrzną można obliczyć dodając do siebie same samogłoski, a liczbę ekspresji wewnętrznej oblicza się przez dodawanie do siebie samych spółgłosek. Więc dzięki takiemu obliczaniu łatwo możne określić zarys portretu danej osoby. Na posiedzeniach dziewczyny dowiedziały się, że musza ukończyć kurs Numerologii by nie być już młodszym członkiem Stowarzyszenia Auguragów. Zebrania odbywały się co tydzień i Nat nie dostała jeszcze żadnego nowego zadania. „Zadania” były to misje, które wypełniali Numeromadzy w celu pomocy owcom. Ale życie w tym pięknym pałacyku nie składało się tylko z zebrań. Piątego października Natalka dostała miłą niespodziankę. Tego dnia były jej urodziny. Niedziela była słonecznym ale bardzo mokrym i deszczowym dniem. O godzinie 8.30. dziewczynkę budziło szuranie. Otworzywszy oczy ujrzała stojącą przed nią Klaudynę kompletnie już ubrana w strój Numeromaga ( fioletowa suknia, a zamiast plakietki wszystko było wyszyte na piersi). Klaudyna niegdyś wielki wróg naszej bohaterki układał piramidkę z prezentów na środku pokoju. - O… wszystkiego najlepszego – zawołała uśmiechając się do Natalki, która teraz gramoliła się z łóżka – wstałaś już… to dobrze. Wielki Niezależny przyniósł dziś prezenty od Alicji Tacha i reszty twoich zwariowanych przyjaciół Numeromagów. Sam też dał coś od siebie. – dodała po krótkim namyśle z figlarnym błyskiem w oczach. - Dziękuję naprawdę nie spodziewałam się ani jednego. Siadaj nie stój. – Natalka powiedziała spoglądając na górę podarunków. - No… rozpakuj, bo ja chętnie popatrzę – zawołała Klaudyna siadając na łóżku Nat. Natalka chwyciła pierwszy i najmniejszy prezencik. Była to figurka w kształcie 8 z życzeniami od Apoliny Wahadełko. Koszyczek sztucznych kwiatów przesyłała dziewczynce osoba, która na pewno rozpakowywała teraz JEJ prezenty od JEJ rodziców i przeznaczone JEJ. Natalka poczuła ukłucie zazdrości. Była to rzecz jasna Alicja Tacha. Następny prezencik Natalce poprawił humor, a był to wesoły szary piórnik z ogonem zamiast zamka od Ady Kleo. Od Klaudyny dziewczynka dostała portfelik w panterkę. Ostatni prezent był to kosz, którego zawartość lekko się poruszała i była przykryta materiałem. Nat niepewnie przysunęła koszyk do siebie, a on poruszył się bardzo gwałtownie. Klaudyna, która cały czas przyglądała się wesołemu rozpakowywaniu prezentów Natalki była teraz bardzo wystraszona ( podobnie jak Natalka). Wkrótce o dziesięciu minutach ciszy dziewczynki zdecydowały się ściągnąć materiał. Klaudyna właśnie wykazała odrobinę odwagi i podniosła materiał. W koszyku leżał sobie najspokojniej, jakby nigdy nic, biały z czerwoną kokardką na szyi kotek. - Jaki śliczny – szepnęła Natalka - Piękny – przytaknęła szeptem Klaudyna. Natalka delikatnie uniosła kociaka na ręce, a ten otworzył duże zielone oczy, jakby chciał powiedzieć „Czemu mnie budzicie, coś się stało?”. Na ego szyi zachwiała się kokardka, a na niej bilecik. - Niech ten kot będzie twoim przyjacielem i powiernikiem. On może Ci pomóc jak tylko ty dasz mu szansę. Nazwij go jak będziesz chciała. Życzę Ci byś miała tyle siły by to wszystko podźwignąć. Wielki Niezależny S.A. 65498 Stefan Batorejko. – Natalka przeczytała sobie dwa razy po cichu i raz głośno tekst na bileciku, póki zrozumiała go. – Dziwne Co? - Co…? – zapytała Klaudyna - No ten tekst, a szczególnie słowa „On może Ci pomóc tylko, daj mu szansę”. - Och… no wiesz… Wielki Niezależny cały czas słyną z niezrozumiałych wypowiedzi, które mają zawsze głębokie myśli. – powiedziała Klaudyna – No… ale to bardzo, ale to bardzo mądry człowiek. Musimy mu zaufać i on WIE CO MÓWI. Sens tych słów dotarł do Natalii dopiero po chwili. - Dobra wrzasnęła Klaudyna po chwili ciszy – ubieraj się idziemy na śniadanie! - Czekaj jeszcze imię! - Mmm… sama pomyślisz Ada jest bardzo dobra w nadawaniu imion więc z chęcią ci pomoże. Natalka ubrała się w swój strój Numeromaga i wraz z jeszcze bezimiennym kotkiem wyszły spod numeru 10. Drzwi do rezydencji zajmowały jedną ścianę po lewej stronie schodów. Kuchnia i wielka piękna jadalnia mieściły się po stronie prawej. Jadalnia była w rodzaju ciepłej i zawsze pachnącej ciepłymi posiłkami stołówki. Było tam 6 cztero osobowych stolików. Śniadanie jadło już kilka osób, niektóre wstawały już po skończonym posiłku, a inne siadały przy wolnych stolikach. Natalkę zawsze zadziwiało to, że stoliki były suto zastawione gdy tylko się przy nich siadało. Prostokątna jadalnia miała też wielki taras gdzie w ciepłe dni jedzono obiady. Nat i Klaudyna bardzo lubiły w wolnych chwilach przesiadywać na tarasie. Były tam dwie trzy osobowe huśtawki i mnóstwo wolnych, okrągłych stolików pod parasolami. W jadalni przy ich stoliku pod ścianą siedziały dwie kobiety. Oczywiści była to pani profesor Apolina i panna Kleo. - Cześć. Piękny kot. Dostałaś go? – zapytała Ada. - Tak na urodziny od naszego szefa – odpowiedziała ze śmiechem Natalka siadając na krześle (w tej samej chwili pojawił się przy niej talerz i wspaniałe przysmaki). - Jak się nazywa? – pytała Apolina Wahadełko - Hm… nie mam pojęcia jak go nazwać… - jęczała Natalka kładąc sobie kotka na kolana i biorąc tost z szynką - No… i Nat ma nadzieję, że ty Aduś wymyślisz coś za nią – uśmiechnęła się Klaudyna przysuwając sobie kiełbaski na gorąco. - Dobra… ja wyrobię się do drugiego śniadania, albo do obiadu… Poczekaj… Natalko ty chciałabyś by ten kotek był mądry i się ciebie słuchał? – zapytała Adrianna myśląc usilnie nad imieniem. - No… chyba tak… - wyjąkała Natalia - Dobra COŚ ci znajdę. Natalia i Klaudyna, które od niedawna były nierozłączne robiły sobie powtórkę z historii w salonie. Klaudyna była właśnie zaczytana w historii rewolucji francuskiej, gdy Nat przyłapywała się w gapieniu za okno, głaskając bezmyślnie „bezimiennego” i myśląc o rodzicach. Około godziny 11.00 z talerzem pączków do saloniku wkroczyła Ada z miną świadczącą o tryumfalnym odkryciu. Pączki w mig mogły rozwiać ponure rozmyślenia Natalki. - Mam – powiedziała podchodząc do dziewczynek. W pewnych momentach Natalce wydawało się, że ta dorosła osoba zachowuje się jak dziecko – Znalazłam imię. Powinno ci się spodobać. Nikt nie będzie miał TAKIEGO kota z TAKIM imieniem! - No, a co to za imię? – pytała Klaudyna odrywając oczy od książki z historii i posuwając się na kanapie by zrobić miejsc swojej „dużej” koleżance. - Szukałam i znalazłam – powiedziała otwierając książkę o tytule „Czarownice” – imię takie nosił kot szesnastowiecznej czarownicy. Przy jej procesie twierdziła, że ma kota-posłusznego sługę, który wykonywał jej różne zadania. Nie były to miłe zadania, ale ponoć kot był wspaniały i bardzo mądry. - A jakie to były zadania? - No… różne. Kot przemawiał do niej tubalnym głosem, znalazł jej bogatego męża, spowodował jego kalectwo i zamordował sześciomiesięczne dziecko. Wszystko na jej polecenie! - Imię jest jakie? - Sathan… Nie kojarzcie z szatanem. Był to bardzo mądry kot. Wiecie co mi najbardziej odpowiada? Przesąd mówi o tym, że ten kto będzie miał kota czarnego jak węgiel czy białego jak śnieg będzie szczęśliwy… - To faj… Niestety Klaudyna nie dokończyła słowa, bo drzwi się otworzyły i wszedł Wielki Niezależny w purpurowej pelerynie. - 12490 i 65431 do mnie natychmiast. Może być z kotem. – tubalny głos odbijał się od ścian prawie pustego salonu. Natalka i Klaudyna wymieniły wystraszone spojrzenia ale obie wstały i wyszły za siwowłosym człowiekiem. Pan Stefan szedł prosto do swego gabinetu odwracając się co kilka chwil by zobaczyć czy dziewczyny idą za nim. Wielki Niezależny otworzył drzwi i gestem zaprosił ich do środka pokoiku-gabinetu. - Siadajcie – powiedział – mam dla was zajęcie. - Naprawdę – zapytała Klaudyna z podnieceniem w głosie siadając na jednym z dwóch krzeseł po jednej stronie biurka – nareszcie znalazł pan coś dla nas? - Tak – odparł mężczyzna i usiadł za stołem - To świetnie, może nareszcie będziemy na coś potrzebne – Klaudyna już nie ukrywała podniecenia przerastającego w euforię Natalka nie wiedziała czy to takie „świetnie”. To będzie jej pierwsze zadanie, a czy podoła wszystkim sprawom? Rozmyślała by tak ponuro jeszcze nie mały kawał czasu gdyby nie podniecona koleżanka. - Kiedy zaczynamy i jakie to jest zadanie – pytała podskakując na krześle - Właśnie chcę to wszystko powiedzieć tylko ty Klaudyno nie dasz mi dojść do słowa. – rzekł dość groźnie szef stowarzyszenia mimo tego pod siwymi wąsami uśmiechał się wesoło – Musicie pomóc dziewczynie z klasy 6d. Oto ona – oznajmił spokojnie i podał Natalce i Klaudynie po jednej teczce (oczywiście bordowej ze złotymi cyframi). Natalka nie kryła osłupienia póki Klaudyna nie szepnęła „Otwórz tam wszystko jest napisane”. Panna Kruk otworzyła swoją, a Natalia poszła w jej ślady. W teczce było zdjęcie Sokólskiej Izabeli, jej życiorys, wszystkie oceny, adresy i telefony jej koleżanek oraz jej rodziny i spis zainteresowań oraz ulubionych rzeczy Izy. Nat najbardziej zainteresowało, skąd pan Batorejko ma to wszystko. Najdziwniejsze było też to, że w teczce był zeszyt, który okazał się pamiętnikiem Izabeli. Po dziesięciu minutach „zapoznawania się z teczką” Wielki Niezależny przemówił: - Dobra czy chcielibyście bym wam opowiedział sytuację Izy czy sami to wyczytacie z tych papierów? - Niech pan opowie zawsze to lepsze niż studiowanie tej teczki. Nigdy tego nie lubiłam. – skwitowała Klaudyna odrywając oczy od życiorysu dziewczyny. - Hm… - westchnął siwowłosy człeczyna i zaczął opowiadać – Iza jest bardzo zdolną i wrażliwą dziewczyną. Dosłownie mówiąc bardzo delikatną dziewczyną, a czasem zbyt delikatną. Niełatwo zawiera przyjaźnie i jest skryta w sobie. Jej problemem są koleżanki. Biedactwo nie jest nigdy w centrum uwagi, a o swoją pozycję w grupie walczy jak lew. Jej marzeniem jest to by wybić się spod innych i odznaczyć się czymś wspaniałym. Kompleksów to ona ma i to nawet sporo… Musicie jej pomóc… No… dobra dojdźmy do meritum sprawy. Pewna koleżanka imieniem Ula jest dla niej koszmarem w dzień i noc. Ulka zabiera Izie rzeczy i nie oddaje. Często ośmiesza ją przy ludziach na których Izce zależy. Co raz częściej dochodzi do nieprzyjemnych spięć. Bywa też, że Ula bije Izę. Na, ale moim zdaniem nie ma tu czegoś dziwnego, bo widziałem gorsze przypadki. Urszula puszy się, ponieważ jej ciocia to dyrektorka szkoły. Chodzi jakby cały budynek szkolny należał do niej. - A… Iza, znaczy jej rodzice? -zapytała Natalka po raz pierwszy wydobywając z siebie głos - Matka wychowuje ją i jeszcze jej czwórkę rodzeństwa wic zawsze ręce ma pełne roboty… Ojciec pracuje… pracuje i nic innego nie robi. Izabela wiedziała od początku, że nie może na nich polegać. Szczerze mówiąc to ona chyba nawet o tym nie wie… - A nasze zadanie na czym ma polegać? – zapytała Klaudyna – mówiąc ściśle oczywiście. - Musicie zapewnić Izie przyjaciół. Będziecie jej powiernikami. Pomożecie jej tez wyjść z tej szarej skorupy i ją porządnie dowartościować. Dobrze? - Tak… - Oczywiście! - No to byłoby na tyle. To, co zapomniałem, doczytacie w tych papierzyskach. Jak będziecie miały problem – tu Stefan Batorejko wstał – to wiecie, gdzie ja jestem. - Tak… - Oczywiście! - Dobrze, to do widzenia. – pan Batorejko odprowadzał dziewczynki do drzwi Gdy Natalka i Klaudyna wyszły, udały się do salonu na ulubioną sofę. Kiedy już tam dotarły, Natalia zadała Klaudynie pytania, które nurtowało ją od czasu dostania teczki. Właśnie Klaudyna zabierała się do listy ulubionych rzeczy i zainteresowań Izabeli Sokólskiej, gdy Nat zdecydowała się zabrać głos. - Klaudyno… posłuchaj, skąd Wielki Niezależny wiedział o problemach Izy? - A… wiesz, że sama nawet nie wiem… Ponoć jeszcze wyżej jest szef Międzynarodowego Stowarzyszenia Auguragów, który po prostu WIE o owcach z problemami. Problemy przydziela poszczególnym Wielkim Niezależnym, którzy rozdzielają je między nas. - Posłuchaj, a skąd dostaliśmy te teczki z tym wszystkim. - To przesyła jak to mówi Apolina Wahadełko „siła wyższa” - Pamiętnik to rzecz bardzo prywatna. My możemy komuś rozpowiadać o tym wszystkim, co jest zapisane w tym zeszyciku. - Ha! Wiesz, że nie możemy… Jesteśmy już w tej chwili powiązani czarami tajemnicy Abakanowicza… - KOGO!? - Abakanowicza, to długa historia… - Opowiedz mi o niej… - Wiem mało o tym człowieku. Żył on bardzo dawno i był bardzo chytry. Przydzielono mu pewną misję i przekazano pamiętnik owcy, która potrzebowała pomocy. Zaczął on wygadywać jej tajemnice, a była to sławna i szanowana owca. W każdym bądź razie tak powstał czar Abakanowicza. Ustanowił go nasz największy i pierwszy w historii S.A. Numeromag-Wielki Niezależny. Było mu chyba Stelmachowicz… Nie znam tego wszystkiego. - To są u nas czary??… - Tak, ale nie możemy ich używać, bo nie mamy pozwolenia „siły wyższej” - To są potrzebne nam pozwolenia? - Ta… - A jak my pomożemy Izie? - Zobaczymy, pokieruje nami „siła wyższa” Na te słowa dziewczęta parsknęły śmiechem. Powodem tego był sposób, w jaki Klaudyna powiedziała zwrot „siła wyższa”. Dzień minął Nat radośnie. Jednak wieczorem przed zaśnięciem ogarnęło ją zwątpienie. Co będzie, jak nie uda im się? Co będzie, jak nie ona Natalka nie podoła wszystkim obowiązkom prawdziwego Numeromaga? Ponure myśli nie dawały jej spokoju. Tak… były dwa problemy, które mogą zgnieść Natalię Polkowską. Jednemu z nich podołała. Zbratała się z wrogiem… Nie podoła drugiemu: WIERZYĆ, ŻE DAM SOBIE RADĘ. Jest to problem każdego z nas. WIARA w siebie. Brzmi to prosto, ale nie jest to proste, bo my, ludzie jesteśmy bardziej skomplikowani, niż nam się wydaje. Jednak jutro też jest dzień. Dzień, który kryje przed nami swe tajemnice. Natalka przeżyje tam swój tryumf i porażkę. Chyba życie Natalki polega na tym, by przyjść z pomocą do innych. Ta dziewczyna ukoi jeszcze wiele spłakanych duszyczek i wiele owiec wyprowadzi na dobrą drogę. Był to powiedziane na wiele lat przed jej urodzeniem. Było to zapisane gdzieś hen daleko, gdzieś w gwiazdach. To właśnie jest prawdziwe przeznaczenie. Jednak życie Numeromaga nie jest takie doskonałe. Nic na świecie nie jest doskonałe…

0 Comments:
Post a Comment
<< Home